księga gości


2010
sierpień
kwiecień



bursztynowymokiemprzezrozoweokulary bloguje...

2010-08-17 21:09:33
Leniwiec, polot i uszy.
Hmm...

Powiedzmy, że notki miały być regularne, ale nie są. Nie będą.

Należę do gatunku leniwców :P Ale należę także do racjonalistów i na pewno nie do takich narcyzów, jak co po niektórzy, którzy należą do osób, które z kolei myślą, że czytalników intersuje, to czy zjedli na śniadanie zgniłe jabłko czy też przypaloną jejecznicę i czy w ogóle zjedli to śniadanie. O nie, nie. Pisać o moim dniu nie będę, bo i po co? Bo i kogo to intersuje. Jak dla mnie to jest nudne.

Blog był założony po to, by komentować codzienność, a że codzienność jest szara, bura i ponura, to też nie ma co komentować.

Jednakże, jednakże, że tak się wyrażę, notki będą, jak tylko będę mieć, o czym pisać :P


Hmm... A może i teraz coś napiszę.
A więc tak. Powiem coś odnośnie języka. Języka internetu, bo cóż... Ucho mam bardzo wyczulone od pewnego czasu na ludzką paplaninę. I to nie tylko w internecie, ale to za moment.
Jak widzę ten jakże NiEwYbReDnY StYL pisania, to się zastanawiam, ile to też ludzie (hmm... Może młodzież) muszą mieć wolnego czasu, żeby się tak męczyć. Ja bym wykorzystała ten czas na nauczenie się poprawnej ortografii, ale może jestem jakaś spaczona.
Pisania takiego nie będzie tutaj. Nie będę narażać czytelników, których mało, bo mało, ale zawsze, na takie coś. Oczopląs tzw. daje się we znaki, a i tak na świecie pełno chorób oczu.


Teraz część zasłyszana, że tak powiem. Świat zwykły. No cóż... Jak słyszę słowo z gatunku "lubiała", to się zastanwiam, ile to też człowiek musi mieć w sobie polotu, żeby stworzyć taki nowoczesny patos, że się tak wyrażę. Gdyby uszy mogły więdnąć, to niestety moje by zwiędły. Cóż... I tak czuję, jakby mi coś od środka je zaginało. Uszy mnie bolą dosłownie.
Ja w sobie nie mam aż tyle wyobraźni, żeby pochwalić się taką radosną twórczością i myślę, że to dobrze, bo coś mi się zdaje, że takie arcydzieło nie znalzłoby miejsca w świecie. No, może gdzieś tam w karykaturach ludzkiego języka.
Co do niewybrednych wyrażeń, które często nasuwają się na organ zwany językiem podczas kłótni na przykład, to stwierdzam stanowczo, że nie popieram. Słowa te niejednokrotnie wyrażające wzburzenie, złość, czy jakby napisał ktoś wku... O nie, nie. Tego nie użyję. A więc słowa te wydają mi się być używane jak przecinki, ktopki, myślniki, średniki i wszelkiego rodzaju znaki interpunkcjyjne. A ich duża ilość przejawia się u osób, które stanowczo używają ich co drugie słowo i nawet czasami nie wiedzą, co to na przykład ten średnik. Wiem, wiem. Przekleństwa wyrażają emocje. A niech wyrażają. Niektórzy potrafią i bez nich dogryźć tak, że przeciwnik nie będzie wiedział, o co chodzi, a w związku z tym tzw. "kopara" mu opadnie. No tak, ale do tego trzeba używać słonika języka polskiego.
Rozumiem, że niektórzy przekleństw używją, rzadko, bo rzadko. To jest jeszcze proste do zrozumienia. Akurat na moją głowę. Ale co do przecinkowców, że ich tak nazwę, to wydaje mi się, że jednak słownika nie używają i starają się "szpanować" (choć nie wiem czym), a mnie uszy i tak więdną. Niech chociaż uszanują to, że ja nie chcę słyszeć takich słów i będą cicho w moim towarzystwie.
Umiar. Ktoś kiedyś takie sformułowanie wymyślił.




skomentuj (0)

2010-04-24 15:15:39
Młodzież, miłość i kocie życie.
Młodzieńcza miłość. Typowy slogan.

Ile to opisów na słynnych komunikatorach "Ja bez Ciebie żyć nie mogę", "Jesteś moim życiem"...
Wyliczać można by bez końca.

Patrzę, myślę i wydaje mi się, że to banał. Zwykłe słowa, bo moim subiketywnym oczkiem patrząc, słowa to nie miłość.
Zwłaszcza taka, która zmienia się co miesiąc, a co gorsza co tydzień. No jak to możliwe?! Skoro nie może bez niego/niej żyć, a ma już kolejnego chłopaka/dziewczynę na koncie plus ten sam opis na gg. Nasuwa się jeden wniosek. Jak w tytule notki. Jak przesąd o kotach. 
Miłość na pokaz - nie miłość. Miłość tygodzniowa - to jak trzydniowa grypa. Pochorujemy i przestaniemy.

Wyjątki są. Rzadko. Czasami potwierdzają regułę. Ale najpierw trzeba dorosnąć, by móc cierpieć, gdy miłość się skończy, a nie skakać z kwiatka na kwiatek. Jedni przecież wiedzą, co to uczucie prawdziwe i nie potrafią się tak łatwo podnieść po jego upadku. Drudzy nie odróżniają chęci zaistnienia w swoim gronie od miłości. Zasadnicza różnica.

Miłość nie jest przyzwyczajeniem.

"Kto z miłości nie umarł, nie potrafi żyć" Monika Brodka - Miał być ślub

To na tyle.

Pierwsza notka. Mniej lub bardziej subiketywna.

skomentuj (1)